Małgorzata Realin

Pracuje jako adwokat w Kalifornii

Success Story

Po spędzeniu wakacji w Stanach Zjednoczonych w 2003 roku zapragnęłam wziąć udziale w programie internship i ponownie wyjechać do Ameryki. Znalezienie amerykańskiego pracodawcy i procedury wizowe zajęły trochę czasu. Pamiętam moją telefoniczną rozmowę telefoniczna z adwokatem z San Diego, który w pewnym momencie zapytali mnie: "Gdzie chcesz Być za pięć lat?". Jako ze ówcześnie byłam świeżo po studiach i nie miałam doświadczenia w odbywaniu rozmowa kwalifikacyjnych, pytanie mnie zaskoczyło? W końcu powiedziałam, co mi nagle przyszło do głowy: "Za piec lat chce być adwokatem w Stanach Zjednoczonych". Czasami nadal nie mogę w to uwierzyć, ale tak się właśnie stało. Dokładnie pięć lat po tej rozmowie odbyła się ceremonia, podczas której zostałam zaprzysiężona na adwokata w Kalifornii.

 Początki były trudne, jako że posiadałam tylko cząstkowa teoretyczna wiedzę o amerykańskim systemie prawnym. Nie znaglam tez perfekcyjnie angielskiej terminologii prawniczej. Tutaj nikogo to nie interesowało. Dostawałam zadania to wykonania i musiałam je wykonach. Mój szef, specjalista prawa apelacyjnego, ustawili mi poprzeczkę bardzo wysoko. Przeprowadzałam analizie wielu prawniczych Zagadnień z zakresu prawa kryminalnego, rodzinnego, zobowiązań, deliktowa, Błędu w sztuce lekarskiej, dziedziczenia itd., Jako że w Stanach Zjednoczonych precedensy stanowią nadal obok prawa ustawowego podstawowe źródło prawa, niekiedy znalezienie odpowiedniego wyroku sadowego jest zadaniem żmudnym. Niekiedy musiałam przeczytać kilkadziesiąt opinii sadowych, aby natrafić na ta odpowiednia, aktora mogłam zacytować w apelacji.

Bardzo mi się podobał mój internship i wydawało mi się dobrym pomysłem rozpoczęcie dodatkowych studiów w Kalifornii, aby pogłębić wiedzę już zdobyta. Wybrałam program LL.M. na Wydziale Prawa Uniwersytetu w San Diego. Aby zdobyci tytule LL.M. musiałam uzyskach 25 punktowa zaliczeniowych. Amerykanie, aby zdobyć tytuł prawniczy (J.D.), potrzebują około 75 punktów. Także nawet po ukończeniu programu LL.M. posiadałam tylko ułamek ich wiedzy. A i oni, i ja mieliśmy podchodzić do tego samego egzaminu adwokackiego.

Przygotowywanie się do tego egzaminu to był 5-miesieczny koszmar. Uczyłam się codziennie po wiele godzin. Kalifornijski egzamin adwokacki to 3-dniowy maraton. Pierwszego i trzeciego dnia są po trzy godzinne eseje oraz 3-godzinny "performance test", gdzie z kilkudziesięciu stron dokumentów trzeba wybrać te najważniejsze i napisać zalecane pismo, np. apelacje. Drugiego dnia jest 6-godzinny test wielokrotnego wyboru sprawdzający wiedzę z prawa zwyczajowego "common law". Większości przedmiotów musiałam się nauczyć sama od podstaw, bo nie miałam ich w szkole. Opanowanie reguł i artykułów to dopiero początek pracy. Potem trzeba tych zagadnień użyć w praktyce wykonując prawnicze analizy, które muszą być przekonujące.

Po egzaminie trzeba czekać 4 miesiące na wyniki. Nie było to przyjemne doświadczenie, szczególnie ostatniego dnia, jako ze State Bar urządził sobie odliczanie co do minuty. Wyglądało to następująco. Na stronie internetowej State Baru pojawiało się ogłoszenie: "pozostały 2 godziny i 15 minut do ogłoszenia wyników". Potem "1 godzina i 10 minut". "15 minut". "Wyniki będą za 2 minuty". Dla mnie to była prawdziwa tortura. Gdy okazało się że zdałam, moje emocje były tak silne, ze nie byłam w stanie wybrać numeru do moich rodziców w Polsce aby ich poinformować o moim sukcesie. Wpatrywałam się w telefon i usiłowałam sobie przypomnieć jak się z niego korzysta. Gdy w końcu się ocknęłam, nie omieszkałam obudzić rodziców o 3ej nad ranem żeby ich poinformować ze ich córka właśnie została adwokatem.

Bardzo się cieszę ze swoich osiągnięć. Jestem z obcego kraju, angielski to nie jest mój pierwszy język, polski system prawny nie jest oparty na prawie zwyczajowym i moja amerykańska edukacja prawnicza to "tylko" LL.M (w przeciwieństwie do 3-letnich studiów prawniczych które odbywają Amerykanie). Jednakowoż, dzięki ciężkiej pracy i determinacji, udało mi się zdać najtrudniejszy egzamin adwokacki w kraju i zostać kalifornijskim prawnikiem.

Od czasu zaprzysiężenia pracowałam pro bono, byłam sędzia w studenckim konkursie prawniczym i napisałam apelacje aby uchronić imigranta przed deportacja. Po urlopie macierzyńskim wróciłam do zawodu. Jestem teraz adwokatem w bardzo dynamicznej kancelarii prawniczej specjalizującej się w tzw. pozwach zbiorowych  ("class actions"). Pierwszego dnia musiałam napisać pismo do sadu o należne odszkodowanie w skomplikowanej sprawie dotyczącej papierów wartościowych. Mój nowy szef podsunął mi kilka wielkich pudel z transkryptami z rozpraw i innymi dokumentami i powiedział: "tu masz wszystko, zapoznaj się z aktami i napisz. A tak w ogóle to ma być złożone w ten piątek".

Wykonywanie zawodu adwokata w obcym kraju nie jest łatwe, ale wierze, ze będzie dobrze i osiągnę sukces.

Od pięciu lat pracuje jako adwokat w firmie zajmującej sie pozwami zbiorowymi "class actions" przeciwko wielkim korporacjom z dziedziny prawa pracy. Reprezentujemy zwykłych ludzi - pracowników, którzy często zarabiają minimum stanowe i którzy nie mają środków aby pozwać swojego pracodawcę. Pozew zbiorowy pozwala nam chronić prawa pracownicze setek albo tysięcy pracowników w jednym postępowaniu. Wiele naszych ugod albo zwycięstw opiewa na kilka do kilkudziesięciu milionów dolarów. Uwielbiam dzwonić do naszych klientów i mówić im: „mam dobrą wiadomość! Dostaniesz [tyle a tyle] odszkodowania”.

To jest bardzo trudna i wymagająca praca. Pozwani są reprezentowani przez wielkie i potężne korporacje prawnicze. Jednak my sie nigdy nie poddajemy i walczymy do końca dając głos ludziom, którzy bez pozwu zbiorowego tego głosu by nie mieli..

Odkąd moja historia ukazała się na stronie uczelni, niekiedy otrzymuje maile od studentów albo absolwentów prawa, którzy również - tak ja jak kiedyś  - marzą o 'karierze' prawniczej w Stanach. Zawsze staram sie im doradzić najlepiej jak tylko mogę. Myślę, że moja historia pokazuje, że to jak najbardziej możliwe.