Michał Olbrychowski

Dyrektor, Leader Communications Consulting, Deloitte

Success Story

Sukces w życiu zawodowym osiąga się tak samo jak w sporcie - ciężką pracą i konsekwencją

w działaniu. Oprócz tego bardzo ważna jest wiara i determinacja. Poza tym trzeba kochać to co się robi. Wielu zawodników wygrywa nie siłą i nie umiejętnościami, ale właśnie chęcią wygrywania. Nie do przecenienia jest także zaangażowanie – zawsze należy wychodzić ponad przeciętność i poza standardy. Wydaję mi się, że właśnie ciężka praca, konsekwencja, wiara i zaangażowanie doprowadziły do tego, że obecnie zajmuję stanowisko dyrektora w Deloitte, w jednej z najbardziej cenionych firm doradczych na świecie. Zawsze chciałem udowodnić sobie, że jestem w stanie pokonywać kolejne etapy i sprawdzać się w nowych obszarach. Niewątpliwie pomagała mi w tym wiedza teoretyczna zdobyta podczas studiów, kursów i szkoleń, ale także pozytywne nastawienie do życia.

Zacząłem pracować wcześnie, jeszcze w liceum. Na zlecenie jednej z firm AGD wprowadzałem do systemu informacje z kart serwisowych. Będąc na studiach zaocznych podjąłem pracę w zakładzie napraw powypadkowych gdzie byłem odpowiedzialny za kontakty z towarzystwami ubezpieczeniowymi i rozliczanie szkód komunikacyjnych. Zajęcie to zamieniłem na pracę w dziale obsługi klienta u pracodawcy o lepszym rynkowym wizerunku. Wiązała się ona z byciem na „pierwszej linii” w kontaktach firma-klient, co nauczyło mnie popularnie zwanego „client service”, który jest bardzo ważnym elementem w sektorze usług.

Pierwszym punktem zwrotnym w życiu zawodowym była otrzymana w 2000 roku propozycja pracy

w Wirtualnej Polsce w charakterze analityka finansowego i redaktora serwisów finansowych (ze względu na znajomość rynku ubezpieczeniowego). Był to duży skok kompetencyjny, a zarazem spora zmiana środowiska pracy. Pozwoliło mi to na dogłębne poznanie rynku finansowego, zetknięcie się ze światem wirtualnym i realizację wielu przełomowych jak na polskie warunki projektów on-line oraz na poznanie specyfiki pracy w mediach.

Druga ważna decyzja, którą podjąłem dwa lata później to związanie się z branżą public relations – młodą dyscypliną jak na tamte lata. Początkowo rozwijałem swoje umiejętności w małej lokalnej agencji, którą współtworzyłem, a następnie przeszedłem wszystkie stopnie wtajemniczenia

i stanowiska w trzech międzynarodowych, sieciowych agencjach poczynając od stanowiska account executive, a kończąc na stanowisku dyrektora zarządzającego jednej z największych sieciowych agencji PR w Polsce - Havas PR Warsaw.

Teoretycznie mogłem dalej kontynuować pracę w Havasie lub szukać nowych wyzwań w innych agencjach PR, ale postanowiłem podnieść sobie poprzeczkę i wprowadzić kompetencje z zakresu strategicznego doradcze komunikacyjnego do firmy z „Wielkiej 4”.  Dzięki sprzyjającym warunkom

i kilku osobom, które mi zaufały, udało mi się dołączyć do firmy Deloitte, w której wraz z zespołem rozwijamy nową kompetencje – Communications Consulting.

Jeszcze kilka lat temu gdybym powiedział komukolwiek o moich aspiracjach tj. doradzaniu w zakresie komunikacji w firmie konsultingowej wzięto by mnie za oderwanego od rzeczywistości, nazbyt optymistycznie nastawionego do życia szaleńca. Ale świat się zmienia. My także. Zdobywamy nowe kompetencje. Jesteśmy w stanie się uczyć i rozwijać na wielu płaszczyznach. To pokazuje, że jesteśmy kreatorami własnego sukcesu. Musimy mieć odwagę próbować swoich sił w różnych zadaniach i dziedzinach. Nawet, jeśli na początku będzie trudno to z czasem docenimy nowe doświadczenia i zdobytą wiedzę. Z perspektywy czasu muszę przyznać, że przeszedłem już długą drogę zawodową, ale nie jest moje ostatnie słowo, bo nadal jestem zdeterminowany ;-)